DUCHOWOŚĆ,  ROZWÓJ & ŚWIADOMOŚĆ

GDY BOLI DUSZA

Pięć tygodni temu zgłosiła się do mnie na indywidualne sesje Kamila – kobieta po 40-ce, która na pierwsze spotkanie dotarła roztrzęsiona i załamana, ze łzami w oczach mówiąc, że tak bardzo boli ją życie. Całe 5 lat regularnych wizyt u psychiatry i zero rezultatu, więc może w końcu pojawić się moment, gdy traci się nadzieję…

Na studiach coachingu uczono mnie, by nie przyjmować klienta w takim stanie, tylko od razu odesłać do psychoterapeuty bądź psychiatry. Ale co zrobić, jeśli ktoś już tam był przez tak wiele lat i nie uzyskał pomocy? W przypadku Kamili coaching byłby nawet nieskuteczny mimo, że to świetne narzędzie do osiągania celów. Problem był bowiem w tym, że Ona nie miała celów. No może poza jednym: by przestać cierpieć i poczuć wreszcie ulgę. W takich przypadkach zajmowanie się jedynie umysłem jest niewystarczające, bo to dusza boli. U Niej potrzebne było zatem coś więcej: całościowa przemiana nie tylko na poziomie umysłu, ale przede wszystkim ducha… Musiała mi tylko obiecać, że będzie regularnie wykonywać wszystkie ćwiczenia, które będę Jej zadawać do domu. Okazało się, że jest wyjątkowo pilną osobą i słowa dotrzymała, więc na efekty nie trzeba było długo czekać.

Tydzień temu we wtorek Kamila była na czwartej sesji i ponownie miała łzy w oczach. Ale powiedziała, że tym razem to łzy szczęścia, bo dzięki naszym sesjom po raz pierwszy od tak wielu lat może wreszcie spać. Wcześniej męczyła Ją bezsenność i żadne leki od psychiatry nie pomagały. Mówiła mi też o tym, jak piękne ma teraz sny i świetny nastrój. Spytałam o ludzi z pracy, którzy tak destrukcyjnie na Nią oddziaływali. Uśmiechnęła się, a Jej oczy jeszcze bardziej się zeszkliły… powiedziała ze wzruszeniem, że teraz ma zupełnie inną świadomość i patrzy na nich inaczej… z większym zrozumieniem i życzliwością, dzięki czemu wszystko się zmieniło. Wspomniała też o tym, jak wiele ma energii. Po pracy już nie leży godzinami zmęczona na kanapie, co jeszcze do niedawna było Jej stałym zwyczajem, tylko stale coś robi, ma power do działania. Wspaniale było ujrzeć tak wielką ulgę w Jej cierpieniu po tak krótkim czasie.

Kamila była dziś na piątej sesji i podobnie jak ostatnio – od samego wejścia przywitała mnie szerokim uśmiechem i pozytywnym nastawieniem do życia. Cały czas mam wrażenie, że mam przed sobą nie tę samą osobę, która trafiła do mnie kilka tygodni wcześniej. Właśnie ode mnie wyszła, a ja zasiadłam do pisania czując, że warto by było podzielić się z Wami Jej historią. Chętnie się na to zgodziła, bo sama też jest pod wrażeniem swojej przemiany. Pozwoliła mi zamieścić tu Jej prawdziwe imię oraz te szczegóły, które ustaliłyśmy.

Często bywa tak, że największa moc i potencjał zmian tkwi tam, gdzie wydawało się, że nie ma już nadziei. Nasza dusza chce, byśmy byli szczęśliwi, dlatego dostarcza nam czasem impulsy w postaci bólu, byśmy zajrzeli w siebie głębiej i odczytali ważny komunikat – że coś w nas wymaga uzdrowienia, zmiany, przewartościowania. Jeśli podążymy za tym zaproszeniem duszy, to nagle się okazuje, że wszystko może się cudownie zmienić.

Kamila zdecydowała się kontynuować tę wspólną podróż wgłąb siebie, zatem przed nami jeszcze sporo sesji. I zapewne pojawią się w tym procesie chwile dyskomfortu, bo aby było trwale lepiej, najpierw musi być chwilowo gorzej. Jestem ogromnie ciekawa dalszych etapów tej pięknej transformacji.

Z tej historii wynika, byśmy nie bali się cierpienia własnej duszy, tylko zatrzymali się przy nim, by bardziej się mu przyjrzeć, bo to tylko drogowskaz, który ma nas obudzić i nakierować na właściwą drogę, która zawsze ma jedynie na celu doprowadzić nas do szczęścia 🙂

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *