RADOŚCI & INSPIRACJE,  ZDROWIE

CHAŁWA SŁONECZNIKOWA O KTÓREJ PRZYPOMNIAŁO MI PEWNE SPOTKANIE PO LATACH

Jakiś czas temu spotkałam mojego dawnego, starszego ode mnie kolegę, którego nie widziałam od czasu mojej 18-tki, którą zresztą on właśnie pozwolił mi wyprawić u siebie w domu. Minął szmat czasu od tamtej pory 🙂 Gdy został inżynierem, wyjechał na stałe do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował w swoim zawodzie. Po wielu latach zatęsknił za Polską i wrócił poszukując tu jakiegoś nowego pomysłu na życie. Trochę to trwało zanim go odnalazł. Pewnego dnia, nagle i niespodziewanie pojawiła się u  Niego pasja: założył pasiekę. Pobierał odpowiednie nauki i kończył różne kursy, by stać się mistrzem w swoim nowym zawodzie i teraz rozwija swój biznes na coraz większą skalę.

Lubię takie historie, bo miło jest patrzeć na kogoś, kto z tak wielkim błyskiem w oku opowiada o tym czym się zajmuje i wykonuje swoją codzienną pracę z tak ogromnym zaangażowaniem. Będąc przejazdem w moich rodzinnych stronach odwiedziłam Go i podziwiałam rozkwit Jego przedsięwzięcia słuchając zarazem o entuzjastycznych planach zawodowych na przyszłość. A o życiu pszczół dowiedziałam się tak wiele ciekawostek, że zachwyciłam się tymi inteligentnymi owadami, z którymi mój kolega się najzwyczajniej w świecie zaprzyjaźnił, bo ich wzajemna relacja jest wręcz niezwykła 🙂

Wróciłam do domu ze słojami przepysznego miodu, który stojąc na półce zachęcał do przyrządzenia jakiejś naturalnej słodyczy. Wiedziałam, że musi to być koniecznie słodycz niewymagająca pieczenia, bo miód traci swoje cenne właściwości w temperaturze powyżej 40°C. Od wielu lat nie używałam miodu, bo do ciast stosowałam zazwyczaj ksylitol, masę daktylową lub suszone owoce, ale teraz przypomniałam sobie o smakowitej chałwie słonecznikowej na bazie miodu, którą kiedyś robiłam. Zabrałam pewnego razu taką sporej wielkości chałwę idąc do kogoś w odwiedziny i migiem zniknęła ze stołu, więc już się pewnie domyślacie jak smakuje 🙂  

CHAŁWA SŁONECZNIKOWA wymaga jedynie trzech prostych, naturalnych składników bez konieczności określania ich dokładnych ilości i proporcji, bo wychodzi ona zawsze. A jej największą zaletą jest to, że jest zdrowa i robi się ją błyskawicznie.

Będziemy potrzebować:

  1. Ziarenka słonecznika.
  2. Jeden słoiczek tahini, czyli masła sezamowego. Przed zakupem koniecznie sprawdźcie jego skład, by było w nim 100% sezamu bez żadnych zbędnych i szkodliwych dodatków, bo widziałam, że niektórzy producenci je niestety stosują.
  3. Miód – oczywiście prawdziwy, a nie sztuczny z uwagi na walory zdrowotne. Rodzaj miodu nie jest ściśle określony, ale chałwa raczej wygląda apetyczniej jeśli się doda miody jasne, np. wielokwiatowy lub lipowy.

Słonecznik prażymy przez kilka minut na suchej patelni cały czas mieszając. Robimy to do momentu aż się lekko zarumieni i zacznie się wydobywać przyjemny aromat. Wtedy natychmiast zestawiamy z kuchenki, by się nie przypalił, bo jeśli przeoczymy ten moment, to lekko przypalony nie będzie się już nadawał do zastosowania w tym przepisie. Tak mniej więcej ma wyglądać po uprażeniu:

Po wystudzeniu słonecznik mielimy w młynku do kawy lub blenderze i przesypujemy do miski, dodając zawartość całego słoiczka tahini i miód.

Jeśli chodzi o ilości poszczególnych składników i ich proporcje, to ja stale je zmieniam eksperymentując różne warianty. Tym razem dałam 1/2 kg słonecznika, do tego słoiczek tahini o wielkości 350 g i kilka dużych łyżek miodu. Ilość miodu zależy wyłącznie od Was – dajcie go według uznania tyle, by smakowało, w zależności od tego czy lubicie bardziej czy mniej słodkie. Moja chałwa przy takich proporcjach składników wyszła tym razem dość miękka, ale też nadawała się do krojenia. Jeśli wolicie by była twardsza, to należy dodać więcej słonecznika. Zawsze zasada jest taka sama: im więcej słonecznika, tym chałwa jest twardsza, a im mniej, tym bardziej miękka. Obie smakują wyśmienicie, choć większość osób z mojego grona znajomych preferuje tę twardszą wersję. Pamiętać musicie jedynie o tym, by masa powstała po wymieszaniu składników nie była lejąca, lecz zwarta i gęsta albo bardzo gęsta, wtedy na pewno zawsze się uda. Zachowując jedynie ten jeden warunek, proporcje tych trzech składników możecie sobie dowolnie modyfikować.

Po dokładnym wymieszaniu wszystkich składników, przekładamy masę do jakiegoś naczynia, które posłuży nam za formę. Najlepiej robić to warstwami i każdą z nich dobrze dociskać łyżką, by masa w formie była zwarta i zbita. Ja zawsze używam do chałwy niewielkiego naczynia szklanego, bo w takim najładniej wygląda.

Następnie wkładamy naczynie z masą do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na całą noc. Po wyjęciu kroimy w plasterki albo w kostkę. 

A teraz  pozostaje nam już  tylko delektować się tą pyszną słodyczą. 

Gdy jem tę chałwę, przychodzi mi do głowy myśl, że świat jest cudownym i niesamowitym miejscem, bo w każdym wieku możemy odkryć w sobie jakąś nową pasję, tak jak to było w przypadku mojego kolegi. A niekiedy pasja ta jest tak słodka jak sam miód 🙂 Oblizując się, Wam też życzę już teraz SMACZNEGO! na wypadek, gdybyście zechcieli skorzystać z przepisu 🙂 

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *